Dziś celebrujemy męską energię. Ojca. Czyli jednocześnie 50% siebie.

Dziś już potrafię być wdzięczna i świętować. Jego w sobie i jego obok mnie. Ale nie zawsze tak było. A właściwie dopiero od czterech lat naprawdę pojednałam się z ojcem w swoim sercu.

Przez większość życia żywiłam nienawiść. Słowa, których używam, nie są przypadkowe. Dokładnie tak było. Żywiłam nienawiść. Karmiłam tego wilka w sobie, a on rósł, przybierając postać chorób w moim ciele i psychice.

Kiedy sześć lat temu, po przejściu już sporego kawałka drogi do taty, próbowałam się z nim spotkać – po dwudziestu latach braku jakiegokolwiek kontaktu – mój tato powiedział (do mojego brata, a on przekazał to mnie): „Spotkam się z nią po moim trupie”.

Auć. Zabolało. 😓

I zamiast zostać tam trochę dłużej z tą małą dziewczynką, która poczuła się zraniona, bardzo szybko przeskoczyłam od czucia bólu do „wyższego zrozumienia”. Do duchowej lekcji.

Z perspektywy czasu widzę, że warto było. Choć prawdopodobnie istniał też inny scenariusz. Może prostszy. Ale nieważne.

Dwa lata później, pod koniec plandemii, dostałam wiadomość o śmierci mojego taty. Zginął w wypadku. Wpadł pod pociąg.

Nie mogłam od razu przylecieć, bo restrykcje wciąż obowiązywały. Byłam też wtedy w trakcie programu „Droga do Taty”, w którym pracowałam w polu rodowym, energetycznie i na żywej tkance własnych uczuć.

Ta informacja otworzyła skrzynię zamkniętą na wielki zamek. Skrzynię tęsknoty i nadziei. Tej małej, która przez całe życie marzyła o tym, że tatuś weźmie ją w ramiona i powie, że kocha…

Jezu drogi, jakie to wszystko było mocne!

Ostatecznie przyniosło całkowite pojednanie z ojcem w moim sercu. 🤍❤️
Została już tylko miłość i spokój. I tak jest do dzisiaj.

A ludzka historia toczyła się dalej.

Po kilku miesiącach od tego zdarzenia, będąc już w Polsce, dowiedziałam się, że to była pomyłka.

To nie mój ojciec zginął.


Co za żart.

Pomimo że była to – wydawałoby się – dobra wiadomość, wcale nie było mi do śmiechu.

What the fu*k. 🫨

Trzy dni później byłam już w jego ramionach, słysząc, jak tyle lat na mnie czekał. Jak mnie kocha. I że jestem jego księżniczką. 😭😭😭


Z tego miejsca chcę Ci powiedzieć, żebyś nigdy nie wątpił* w to, że warto uzdrawiać swoje rany.

Nie ma znaczenia, czy rodzic żyje, czy nie. Nie ma gwarancji, że relacja się poprawi.

Ale Twoje serce stanie się lżejsze. Dusza będzie bardziej wolna.
🤍
A Ty poczujesz coś, czego żadne słowa nie są w stanie oddać.

Tato, kocham. ❤️‍🔥
Na zawsze.

Z miłością. Dla miłości.
✨🫶
Marta Kostrzewa

📸zrobione cztery lata temu

Przewijanie do góry