Uzdrowienie ran wewnętrznego dziecka

Wierzę, że to jeden z kluczowych etapów na początku drogi ku sobie. 

Szczególnie dla nas – DDD i DDA (dzieci z domów dysfunkcyjnych i alkoholowych), takich jak ja. Nie chodzi o etykietki – lecz po 23 latach pracy z ludźmi, w różnych rolach, i ponad 15 latach na ścieżce rozwoju widzę jasno:
żyjemy w społeczeństwie dorosłych chłopców i dziewczynek, którzy w środku wciąż są mali. 

To niczyja wina. Tak po prostu jest.
Ale w naszych rękach leży odpowiedzialność – czy coś z tym zrobimy, czy nie.

Można ułożyć sobie życie całkiem wygodnie, pozostając w roli wiecznego dziecka.
Ale czy wtedy zaznamy prawdziwego szczęścia i spełnienia, za którym tak tęsknimy?
Ja wiem, że nie. To nie działa.
Zawsze będzie w nas studnia bez dna – brak i głód.

Przeszłam wiele procesów uzdrawiania rany matki, rany ojca i pracy z wewnętrznym dzieckiem. I powiem jedno: to najlepsza inwestycja w rozwój, jaką kiedykolwiek zrobiłam. 

Najpiękniejszym uczuciem jest poczuć pojednanie z rodzicem w swoim sercu. 
Nie trzeba mieć z nim realnej relacji. Nie ma znaczenia, czy żyje, czy nie.
Tu chodzi o nas – o nasze uczucia i naszą wewnętrzną relację.
To nie o nich, lecz o Ciebie, Twoje życie i Twoje szczęście.
Egoistycznie… z miłością.

Obecnie pracuję z książką „Powrót do swego wewnętrznego domu” Johna Bradshawa. To – moim zdaniem – najlepsza pozycja w tym temacie, z jaką miałam do czynienia. Polecam ją jako wsparcie i uzupełnienie własnych procesów – gdy już czujesz, że potrafisz sam/a siebie trzymać w dotyku tak trudnych, wrażliwych miejsc.

A jeśli jesteś na początku tej drogi – proszę, zachowaj ostrożność.
Sam autor zaleca, by zaczynać ze wsparciem profesjonalisty.

Tak czy inaczej – naprawdę warto.
Bo życie płynie. Nie czeka, aż się ockniesz.
A teraz zawsze jest najlepszy moment, by zrobić dla siebie coś dobrego. 

Pięknego dnia. Z Miłością
✨🫶
Marta

Przewijanie do góry