Nieco ponad tydzień temu wyszłam z Darkroomu.
Pierwsze dni były pełne intensywności świata – trochę mnie to przytłaczało, choć nastrój miałam bardzo dobry. Przez około tydzień czułam, że moja wibracja jest wysoka: mnóstwo natchnienia, przepływu, kreatywnej energii, piękne uniesienie i radość. I właśnie taki stan jest naszym naturalnym stanem. Duch w ciele jest lekkością i radością. Doświadczyłam tego bardzo namacalnie podczas mojej podróży w ciemności.
Z czasem jednak ta wibracja opadała. Innymi słowy – poszerzony stan świadomości stopniowo się zawężał.
Można by zapytać: czy warto mieć doświadczenia, w których wibracja się podnosi tylko po to, by potem opaść? Czy to ma sens?
W ciemności doświadczyłam przede wszystkim głębokiego kontaktu ze Światłością we mnie. Pogłębiło się rozpoznanie Siebie. WIEM, że BÓG JEST i żyje w moim sercu. Wiem, KIM JESTEM. To bezcenne doświadczenie. Nikt nie wmówi mi już, że jest inaczej. Umocniło mnie to w wierze i ustawiło moją życiową nawigację na właściwą drogę.
Wysoka wibracja była w pewnym sensie efektem ubocznym tego procesu, a jednocześnie dzięki niej mogłam doświadczyć BOGA w sobie. Było to przepiękne doświadczenie – z „początkiem i końcem”. Używam cudzysłowu, bo to, kim jesteśmy, jest energią, wibracją, która nie ma ani początku, ani końca. Zmienia się tylko częstotliwość. A im wyższa, tym życie staje się lżejsze, łatwiejsze, przyjemniejsze, zdrowsze, obfitsze… i pełne poczucia wolności.
Czy warto zatem dbać o wysoką częstotliwość swojej wibracji?
Według mnie – absolutnie TAK! 🙌 Widzę, jak się czuję, gdy jestem naprawdę BLISKO SIEBIE. Jak życie odpowiada na moją wibrację. Jak wszystko płynie i samo układa się na moją korzyść. 😌
Naszym jedynym zadaniem jest fokusować się na ŚWIETLE. Na SERCU.
To wielkie i ważne „zadanie”. Jedyny wysiłek, jaki mamy do wykonania jako ludzie. Jedyna droga do wyzwolenia. Do WOLNOŚCI. Do tej wewnętrznej – jedynej, jaka istnieje.
Bóg jest w każdym z nas. Każdy jest blisko Niego. Potrzebujemy tylko rozpoznać to w sobie i uznać. Uznać naszą PEŁNIĘ. Wszystko, co w nas jest – i to, co „ładne”, i to, co „brzydkie”. To, co człowiecze, i to, co boskie. Nauczyć się obejmować Miłością całość.
Podsumowując: odosobnienia – niekoniecznie w ciemności – ale każdy czas dedykowany SOBIE, SERCU, BOSKOŚCI, w ciszy i zatrzymaniu, jest czymś, co każdy, absolutnie każdy powinien sobie podarować. 👐 I to nie raz, ale regularnie.
Po to, by ani nasz umysł, ani nikt z zewnątrz nie mógł nami sterować i prowadzić nas na manowce, których wcale nie musimy doświadczać.
A jednak – każdy ma wybór. 🙃
Wybieraj mądrze. Tak, abyś czuł/a się najlepiej. 🥰
Z serca zapraszam na odosobnienie dla kobiet
👉Jestem i To Wystarczy. 27.10 ~ 9.11.2025, BALI
Z Miłością
✨🫶
Marta


