Podróż przez ciemność – Darkroom

Kocham odosobnienia za to, że dają możliwość głębokiego wejrzenia w siebie – takiego, którego w codziennym życiu zwykle nie doświadczamy.
Dlatego organizuję je każdego roku, bo naprawdę wierzę w ich moc i widzę bardzo konkretne transformacje, jakie zachodzą w ludziach. 

Ale od początku. 

Moja podróż zaczęła się od połączenia ze Świadomością Żywej Wody – poprzez oczyszczającą kąpiel w rzece. Jakże wspaniałe było to doświadczenie! Za każdym razem zachwyca mnie, jak Natura odpowiada na to, co do niej mówię.
Na środku rzeki stał ogromny głaz. Poczułam, że mam usiąść po jego lewej stronie. Woda miękko i łagodnie obmywała moje ciało. Zaczęłam wypowiadać słowa, które same napływały na moje usta – o oczyszczeniu energetycznym mojej kobiecości. W pewnym momencie, gdy poczułam, że proces się dokonał i chciałam wstać, oparłam stopę o duży kamień. Ten nagle zsunął się w dół, a woda wymyła spod niego błoto, liście i brud. Spod moich stóp popłynęła w dół rzeki brązowa, mętna woda. Wow – przeszły mnie dreszcze. „To się naprawdę dokonało” – pomyślałam 🙏

Potem poczułam, że mam przejść na prawą stronę głazu. Tam nurt był silniejszy i wartki. Poprosiłam więc, aby Woda łagodnie oczyściła moją męską energię. I znowu – gdy poczułam, że wystarczy – chwyciłam prawą dłonią kamień, który nagle spadł z hukiem do wody, a za nim popłynął brud i błoto. AWE!

Na koniec usiadłam na szczycie wielkiego głazu, dziękując Wodzie za uwolnienie ciężaru, którego nie musiałam wnosić do ciemności. W odpowiedzi zaczął padać delikatny deszcz, błogosławiąc moją podróż.

Na miejscu usiedliśmy przy ogniu, gdzie mogłam symbolicznie połączyć się z jego mocą transformacji i przyjąć światło.
Wypowiedziałam moją modlitwę, z którą weszłam w ciemność. 

Zaskoczyło mnie, jak szybko nauczyłam się poruszać bez problemu w swojej przestrzeni. To było naprawdę łatwe.
Pierwsze, co przyszło, to głębokie poczucie DOMU. Czułam, jakbym była obejmowana przez wielką Matkę – zaopiekowana i bezpieczna. Cisza i ciemność były jak rodzice, którzy czuwają nade mną. 💞
Doświadczyłam głębokiego odpoczynku i resetu. Brak zewnętrznych bodźców pozwolił mojemu ciału i umysłowi wejść w stan pełnego relaksu, uporządkować chaos i poustawiać wszystko na swoje miejsce.

Nie było poczucia bezczasowości – czas płynął własnym rytmem, wyznaczanym przez posiłki. Gdy wzrok odpada, inne zmysły wyostrzają się. Jedzenie smakowało przepysznie, a zapach mojego ulubionego olejku eterycznego wywoływał niezwykłe doznania. 
I choć jedzenie było pyszne, zauważyłam, że z każdym dniem uczucie głodu malało. Gdy się pojawiało – okazywało się głodem emocjonalnym, który po sesji oddechowej znikał całkowicie.
Pomimo prawie nieprzespanych nocy nie czułam żadnego zmęczenia. To było naprawdę boskie! Byłam przytomna i pełna energii.

Już od dawna wiedziałam, że mówienie jest ogromnym wydatkiem energii. Teraz doświadczyłam tego namacalnie. Patrzenie, odbieranie i przetwarzanie bodźców także wyczerpuje. Kiedy tego nie ma, oszczędzamy ogromne pokłady energii życiowej, która kieruje się do wnętrza. Nasza Moc pozostaje w nas i możemy ją wykorzystać – choćby do manifestacji. ✨

Drugiego dnia moje ciało spontanicznie wyskoczyło z łóżka i zaczęło tańczyć, wytrząsając coś z siebie. Poprosiłam, by pokazano mi, co się uwalnia, jeśli jest to ważne. I zobaczyłam sceny z wypadku sprzed kilku lat. Wiedziałam, że ciało spontanicznie uwalnia traumę z lewej stopy i łydki. Po tym procesie opadłam na łóżko, a całe moje wnętrze zalało światło i błogość – nadszedł ogromny SPOKÓJ.

Przez cały czas czułam uzdrawianie ciała. Ból szyi po lewej stronie, który towarzyszył mi od dawna, niemal całkowicie zniknął. Jestem pewna, że gdyby podróż trwała dłużej, zostałby uzdrowiony do końca.

W dniu nowiu połączonego z zaćmieniem Słońca obchodzono Nyepi – balijskie święto ciszy. To był najpiękniejszy czas całego pobytu. 
Nie wiem, ile godzin spędziłam w medytacji, ale jej głębia była niesamowita. Ogromny spokój, błogość, lekkość… zanurzałam się coraz głębiej w serce.
W pewnym momencie pokój wypełniło ŚWIATŁO. Dosłownie zalała mnie Jasność, która wypływała z mojego serca. To było boskie i piękne. DOM 
Nie wiem, jak długo to trwało – całkowicie się w Nim rozpuściłam.

To nie były wizualne efekty, ale prawdziwe, żywe doświadczenie.
Z całą pewnością wiem, że nasza DUCHOWA MOC jest dostępna dla każdego. Każdy ma taką samą możliwość sięgnięcia po nią w każdej chwili. To umysł i świat zewnętrzny stoją na przeszkodzie. A jednak ŚWIATŁO SERCA JEST PRAWDĄ, DROGĄ I ŻYCIEM. Rozumiem to teraz jeszcze głębiej. 

Czuję silniejsze połączenie z intuicją, wewnętrzną mądrością i głębsze osadzenie w sobie. W ciemności wszystko było jasne, oczywiste, krystalicznie czyste. Wizja życia – przejrzysta jak diament. Teraz pozostaje przełożyć ją na działanie, by nie żyć niespełnioną wizją, ale ucieleśnionym pragnieniem duszy. 

Dodatkowym bonusem, którego się nie spodziewałam, jest zdrowsza i bardziej świetlista skóra. 

Pierwsze dwa dni po wyjściu były przytłaczające – kolory świata tak nasycone, jakby ktoś podkręcił saturację. Tęskniłam za moją jaskinią. Czułam się też nieco poza ciałem – inaczej niż w ciemności.
Ciało świetliste bardzo się tam aktywuje i przyjmuje dużo „prądu”. Potrzebowałam uziemienia, ciszy i… ciemności – szczególnie po zachodzie słońca.
Zakochałam się w wieczorach spędzanych w ciszy, na macie, przy odgłosach nocy. W medytacji schodzę teraz głębiej, szybciej docieram do serca. Do Światła.

Ciekawe, jak długo tak będzie? Taniec Yin & Yang.

Już zaczęłam przygotowania do nowego odosobnienia, którego częścią będzie Darkroom. Podczas mojej podróży zobaczyłam większość elementów i teraz układam je w spójną całość.

Niech się dzieje!
✨✨✨👐✨✨✨
Z Miłością
✨🫶

Przewijanie do góry